Jej malinowe usta, delikatny dotyk, błękitne oczy, słodki głos...to już przeszłość. Nie ma nic..tylko samotność, smutek i żal który po sobie zostawiła. Nie mogę już jej dotknąć, poczuć...dlaczego jej nie ratowałem?! To moja wina! Po mojej (T.I) zostały mi zdjęcia, nagrania w komórce i ubrania przesiąknięte jej słodkim perfumem, które co dzień mnie budziły. To koniec..
Szedłem z nią przez park, oglądaliśmy razem dzieci biegające wesoło po placu zabaw ich rodziców...było tak cudownie. Ten jej dotyk...wyszliśmy na tłoczną ulicę. W spokoju przechodziliśmy kiedy zauważyłem (T.I) nachylającą się po swoją komórkę leżącą na betonie.Wszyscy kierowcy stali...wszyscy oprócz pędzącego, czarnego BMW.
- (T.I) zejdź z tej ulicy! - chciałem ją odciągnąć, ale protestowała zbierając rzeczy które jej upadły.
Nagle zauważyła zagrożenie, które zbliżało się niemiłosiernie..
- Uciekaj! - usłyszałem jej krzyk i mocne uderzenie
Otworzyłem oczy i zauważyłem ją...leżała przygnieciona samochodem. Po jej policzkach spływały ostatnie łzy jakie mogła uronić...Z płaczem nachyliłem się nad nią...
- Kocham cię Louis...przepraszam... - wykrztusiła z siebie bezsilnie...jej oczy zamknęły się, skóra stała się blada..jej oddech...nie było go.
Płakałem głośno, ludzie krążyli spanikowani...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz