poniedziałek, 17 czerwca 2013
#4 IMAGIN Z LOUIS'EM cz. 2
Wreszcie nie wytrzymałem...uciekłem daleko przed siebie. Po prostu wystraszyłem się widokiem mojej dziewczynki, która mnie opuściła.
Dotarłem po 4 godzinach biegu do lasu. Przez gałęzie drzew przedzierały się piękne promienie słońca. Szlochając, szedłem przed siebie...do NASZEGO miejsca. Byłem tam...wyryte serce na drzewie symbolizujące naszą wieczną miłość. To tu się poznaliśmy, to tu zakochaliśmy...nasze drzewo...uklęknąłem przed nim, opuszkiem palca gładziłem widoczne serduszko. Modliłem się o to by poszła do nieba, aby to ona była moim aniołem strużem.
*Tydzień później*
Dziś pogrzeb mojego aniołka, od dziś znajdzie spokój, ukojenie. A ja? Nadal muszę tkwić w tym świecie...i to bez niej! Ubrałem się w czarny jak węgiel garnitur i wyruszyłem w drogę z olbrzymim bukieten jej ulubionych kwiatów. Kochała je.
Prawie wszyscy byli już na cmentarzu, smutne pieśni, szloch ludzi...i ona...podszedłem do trumny, by pożegnać się z (T.I) raz na zawsze...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz